PRZEBIEG PSIOLUBNEGO TRENINGU - KROK PO KROKU!

trening z psem, psie sztuczki, ćwiczenia, podstawy wychowania, wychowanie psa, sesja,

Jak wygląda codzienny trening z moimi psami - krok po kroku!


Najpierw chyba należałoby zacząć od wyjaśnienia terminu "trening." W mojej definicji słowo to oznacza pracę z moimi psami. Ćwiczenie lub naukę nowych sztuczek, socjalizację, agility, obi, rally - o i wszelkiego rodzaju psio - ludzką działalność.
Przez dość długi czas miałam problem ze znalezieniem złotego środka w pracy z  kudłaczami. Nie wiedziałam jak zainicjować początek ćwiczeń, co robić i kiedy zajęcia zakończyć. Było to dla mnie wielką niewiadomą, ale po pewnym czasie wypracowałam zarys tego, jak powinien wyglądać trening, aby był udany dla mnie i dla moich psów.
Post ten nie będzie żadną receptą na sukces w pracy z psem. Mam zamiar zamieścić tu tylko i wyłącznie moje przemyślenia, rady i ewentualne podpowiedzi, które mogą ułatwić zainicjowanie wspólnej dłubaniny :)


Jak zacząć ćwiczyć z psem

Pierwsze i najważniejsze o czym należy pamiętać to to, że każdy ma lepsze i gorsze dni. Nie zawsze pies będzie chętny do współpracy i nie zawsze będzie w stanie sprostać naszym oczekiwaniom. Tępo i szybkość nauki zależy tylko i wyłącznie od danej jednostki i nie pozostaje nam nic innego jak dostosować się do możliwości naszego czworonoga.

Zawsze, gdy mam zamiar rozpocząć pracę z psami, staram się wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje i złą energię dnia codziennego. Gdy pomimo moich starań, podczas treningu okazuje się że tracę cierpliwość i za chwilę wypatroszę któregoś czworonoga, natychmiast przerywam pracę i biorę trzy głębokie oddechy. Zazwyczaj nie podejmuję się już dalszego treningu w tym dniu.

Bardzo ważne w początkowym etapie współpracy, jest dopasowanie miejsca w którym chcemy ćwiczyć. Na początku najlepiej jest wybrać ustronny kącik (np. w pustym domu) i nauczyć psa kilku podstawowych komend. Gdy psiak w miarę opanuje te umiejętności, możemy przenieść się na dwór a potem w bardziej zaludnione miejsca i tam dalej się dokształcać. Ważne jest aby nauczyć zwierzaka skupiania na sobie uwagi. (Pomocne w tym mogą być smaczki lub ulubiona zabawka) Powinniśmy stopniowo zwiększać stopień rozproszeń w miejscu w którym pracujemy, tak aby zbytnio nie przytłoczyć psa.

My najczęściej ćwiczymy w ogrodzie lub na spacerze. Gdy mam zamiar zabrać psy na trening, staję pośrodku salonu (kanapa oblężona przez psy) i grzecznie pytam "piesy, piesy, idziemy ćwiczyć?" Jeśli w moim ręku znajduje się smycz, lub coś czego używamy do treningu, następuje natychmiastowe zwolnienie blokady i maszyna startująca zaczyna wyścig do drzwi. Zawsze chwalę N&N za chęć do pracy. Gdy po moim zapytaniu następuje radość i oczekiwanie na więcej, piesy dostają pierwszą porcję nagród (w postaci smakołyka, zabawki, czy pieszczoty) 
Czasami zdarza się tak, że za żadne skarby nie da się wyciągnąć psich zwłok na dwór. Co wtedy? Wtedy pytam po raz drugi i zachęcam do przyjścia do mnie. Jeśli widzę wyraźnie że psy nie przejawiają choćby najmniejszej ochoty - odpuszczam. 



Gdy ktoś ma więcej niż jednego psa, może trenować z całym stadem, lub z każdym futrem osobno. Wszystko zależy od panowania nad grupą i możliwości skupienia uwagi poszczególnego zwierzaka na przewodniku.

Bez bicia przyznaję się, że główny nacisk na trening i posłuszeństwo kładę u Nika i to z nim najczęściej pracuję. Czasami, gdy chcę z nim powtórzyć stare triki lub najzwyczajniej w świecie pobawić się, zabieram też Nera i bawimy się razem. 
Zwykle jednak dłubię coś z chudełem, co nie znaczy że labradoreł czuje się zaniedbywany...

Gdy już wyjdziemy na świeże powietrze a mamy zamiar trenować w plenerze, zapinam psa(y) na smycz i standardowo czekam na spokój i opanowanie. Gdy to nastąpi wychodzimy poza teren ogródka i kierujemy się na naszą łączkę. Dotarcie tam zajmuje nam ok. 10 minut, więc w tym czasie spacerujemy tak jak zwykle - pies węszy, relaksuje się, a ja pozwalam mu na totalną swobodę. Gdy znajdujemy się już u celu, odpinam smycz i wydaję komendę zwalniającą "biegaj." Zwierz  szaleje dookoła mnie, biega, węszy, skacze i robi to na co ma ochotę. Cierpliwie czekam aż się wyhasa i podejdzie do mnie, jednocześnie szukając kontaktu.
W końcu, po dzikich harcach i swawolach, względnie utytłane i szczęśliwe stworzenie przychodzi do mnie i ładuje się na kolana. Kolejny raz pytam się "ćwiczymy?" Jeśli tak, to zabieramy się do roboty i pracujemy na pełnych obrotach, do momentu, gdy nie zobaczę u zwierza pierwszych oznak zmęczenia lub znudzenia. 
Jeśli pies wyraźnie się nudzi, kończę współpracę słowem "koniec" i "biegaj" i pozwalam mu znowu odpocząć od umysłowego wysiłku. Czasami trening trwa krótko i składa się głównie z początku i końca. Są jednak takie dni, gdy  ja i czworonóg mamy ochotę popracować dłużej i pomiędzy kolejnymi ćwiczeniami następuje przerwa (np. na bieganie lub zabawę)

Wszystko to, co opisałam powyżej wydaje się niesamowicie klarowne i proste jak barszcz. Biorę smycz, pieski idą ze mną, ćwiczymy trudne triki, wszystko idzie jak po maśle, w końcu decyduję się na koniec i wracamy do domu...

Niestety, nie zawsze (a raczej powinno się rzec prawie nigdy) nie jest tak kolorowo.

Często jest brzydka pogoda, pada deszcz, psy i ja nie mamy ochoty wychodzić z domu, ale energia roznosi, więc trzeba się ruszyć. Czasem zwierzaki kompletnie nie chcą współpracować, zachowują się jak odmóżdżone odludki, które człowieka widzą pierwszy raz na oczy i nie mają pojęcia co ten ktoś od nich chce. Nierzadko jest tak, że wykazują się swoją inwencją twórczą w wykonywaniu poszczególnych ćwiczeń, lub najzwyczajniej w świecie mają ochotę pozachowywać się po prostu szatańsko...

Powyżej opisałam tylko jak przeważnie powinien wyglądać nasz seans ćwiczeń. Jednakże w pracy z psami trzeba wykazać się elastycznością i dopasowywaniem siebie do psa a nie na odwrót. Jeżeli widzimy że w danym dniu ćwiczenie danej sztuczki nie przejdzie (bo pies jest rozkojarzony, nie ma humoru, coś go boli) odpuśćmy. Nic na siłę! Praca z psem ma być przyjemnością dla obu stron a nie powodem do chwalenia się w mediach społecznościowych i przed znajomymi.


Najważniejsze wspólnych treningach są: pozytywna energia, zaangażowanie, cierpliwość, empatia, wiedza, zrozumienie psa, nacisk na komfort pupila a nie na ilość powtórzeń danego ćwiczenia, cierpliwość, rozwaga, dopasowanie ćwiczeń i tempa nauki do możliwości zwierzaka i dobra zabawa.

                                                                        
A u Was jak wyglądają  wspólne treningi?
Pozdrawiam: Klaudia N&N

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post! To całkowita prawda - w pracy z psem nic nie może odbywać się na siłę, potrzeba wiele cierpliwości, zrozumienia i elastyczności.
    To, co tu zawarłaś - motywuje i zachęca. Dzięki sposobowi w jaki objaśniasz przebieg waszych treningów, wszystko staje się jasne i klarowne.
    Skąd ja to znam, gdy Sunia wpatruje się we mnie jakby zobaczyła ufoludka, nie reaguje na komendy, stawia na swoim. Kiedy indziej znów rozpiera ją energia i zaangażowanie (które powinny posiadać - jak piszesz - obie ze stron) wysłucha każdego najdrobniejszego mojego polecenia, co rozpiera mnie satysfakcją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam, gdy Niko (bo to głównie on ma do tego tendencję)patrzy się na mnie jak na dziwoląga i udaje że daną komendę pierwszy raz na uszy słyszy. Jest to trochę męczące, bo nigdy nie mam pewności, czy na dane polecenie zareaguje, ale i tak już dużo wypracowaliśmy.
      Nero natomiast jest straszliwie uparty, ale jak już sobie coś raz zakoduje do tego dekielka to mu już to zostanie :)

      Usuń
  2. Ja też zawsze staram się zostawić te negatywne emocje w domu. Faktycznie, lepiej odpuścić, jeżeli pies nie ma chęci, bo przecież maszynką nie jest :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nero nawet jak nie ma na coś ochoty, to będzie jojczył, ale w końcu coś zrobi. A Niko? Nik jeśli czegoś zrobić nie chce, to nikt ani nic go do tego nie zmusi :)

      Usuń
  3. Racja, gdy mam w sobie te negatywne emocje i jestem wkurzona to nici z pracy z psem. Trzeba być pozytywnie nastawionym i takim no "wesołym" to wtedy super się pracuje :) Nela czasami ma tak, że ćwiczę z nią sztuczki, wszystko super pięknie a tu nagle odchodzi i się kładzie obok, a innym razem pracuje jak w marzeniach i gdy kończymy chce jeszcze. :D
    http://cztery-lapy-jeden-nos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z negatywnymi emocjami nic zrobić się nie da. Trzeba je gdzieś wyładować, ale oczywiście nie na psie. Dlatego, gdy jestem zdenerwowana, odkładam trening w czasie i idę pooddychać leśnym wiaterkiem :)

      Usuń
  4. Świetnie i prosto napisane. Szkoda, że jak sama pisałaś rzadko jest tak pięknie i kolorowo na treningach :D U nas wygląda to całkiem podobnie, sesje robimy króciutkie, żeby zostawić psa z niedosytem a nie nadmiarem wspólnej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami wspólne treningi (szczególnie z Nikiem) to jedna wielka tragedia, ale gdy mam doła, to zawsze myślę sobie, że ta mała kula ćwiczy tylko ze mną i wykonuje tylko moje polecenia. To pomaga! :)

      Usuń